Witam Was kochani czytelnicy :) Jestem bardzo ciekawa czy przeczytaliście już nowy rozdział mangi o Boruto. Napisałam ten post ponieważ jestem bardzo ciekawa Waszych opinii na ten temat, wiem że jeszcze jest wersja po angielsku ale da się co nieco zrozumieć. Pracuje nad nowym opowiadaniem jestem pewna że napisze jakieś w wakacje :D
czwartek, 23 kwietnia 2015
piątek, 20 marca 2015
Życie napisało nam inny scenariusz - Finał
Witam wszystkich jak zawsze na moim blogu :) Zaczyna się weekend więc czas na kolejną część i niestety ostatnią. Jest to finałowa część całego one shota. Mam nadzieje że spodoba się Wam zakończenie. Co do kolejnych notek nie mam pojęcia kiedy powstaną bo oczywiście brak czasu mi nieco dokucza, jednak chciałabym dalej móc je tutaj wstawiać. Mam już dwa pomysły na kolejne one shoty, a dokładniej albo o dalszych losach bohaterów z głównego opowiadania, albo całkiem nowy one shot oczywiście z Naruto i Sakurą w roli głównej. Nie mam pojęcia kiedy je napisze ale kiedyś napewno więc proszę Was żebyście jeszcze kiedyś zajrzeli na mojego bloga :D Pozdrawiam wszystkich zapraszam na finał :D
- Tak…
- I to jest wasze dziecko?!
- Dokładnie… Przepraszam za ten stracony ze mną czas. –
powiedział podchodząc do białookiej. – Wszyscy mi wmawiali że Cię kocham, i sam
w to uwierzyłem.
- Dopiero po roku mówisz mi że masz z nią dziecko!? –
krzyknęła tak że Bolt i Himawari od razu do niej przybiegli.
- Co się stało mamusiu? – zapytała piskliwym głosem
Himawari.
- Co to za dziecko? – zapytał pokazując palcem, Bolt.
- Nic takiego się nie stało. – odpowiedziała i przytuliła
się do dzieci. – Tylko tata nas opuszcza.
-Dlaczego?
- Przez to dziecko. – powiedziała gardzącym głosem Hyuuga.
- Przepraszam Naruto. – powiedziała Haruno biorąc synka na
ręce, wychodząc z pomieszczenia.
- Patrz co narobiłaś! – krzyknął Uzumaki pokazując na drzwi
przez które wyszła zielonooka.
- Spójrz co Ty narobiłeś. Zepsułeś wszystko! – krzyknęła
pokazując na dzieci. – Ona i to dziecko, to wszystko przez nich!
- Nieprawda! Miłości nie zatrzymasz. Jeżeli kogoś naprawdę
kochasz nigdy nie zrezygnujesz z tej osoby dattebayo! – krzyknął jej prosto w
twarz i dokończył. – Jeżeli nie ożenił bym się z Tobą, czuła byś to samo co ja
czuje teraz do Sakury.
- A idź! I nie wracaj! – krzyknęła uderzając go lekko w
brzuch. – Ale dzieci Ci nie oddam.
- Trzymaj się. – powiedział na odchodne, biorąc walizki. –
Po swoje ubrania przyjdę później.
Wyszedł z pomieszczenia, lecz nigdzie nie mógł znaleźć
Haruno. Przeszukał całą posiadłość, w końcu zrezygnowany wyszedł na zewnątrz.
Na schodach prowadzących do mieszkania, zauważył różowowłosą siedząca na ziemi
trzymając Shinachiku na kolanach. Podbiegł do nich, widział że Haruno płacze.
Teraz często się jej to zdarzało, ponieważ miała wiele problemów. Przykucnął
przed nią:
- Sakura-chan, nic się nie stało… - powiedział gładząc jej
policzek.
- Rozwaliłam Ci rodzinę. – powiedziała szlochając. – Oni nas
nienawidzą.
- Co Ty mówisz… W przypływie emocji każdy gada głupoty. –
odpowiedział przytulając ją i małego do
siebie.
- Naruto… - wtuliła się
w jego ciepłe ciało. – Jesteś kochany.
- Da….da…. – powiedział Shinachiku, na co wszyscy się
ucieszyli
- Shinachiku… - powiedział ze łzami w oczach Uzumaki
przytulając swojego synka.
- Nie rozklejaj mi się tu. – dodała Haruno także tuląc do
siebie małego.
***
Minęło kilka lat, nasz mały blondynek, owoc miłości Naruto i
Sakury ma już 9 lat. Przez ten cały czas przypatrywali się jak rośnie ich
ukochany synek. Jak po raz pierwszy mówi słowo mama, tata, jak po raz pierwszy
przemierza kilka centymetrów na nogach, jak wygłupia się, oraz jego
„shannebayo”. W tym dniu Shinachiku, szedł pierwszy raz do akademii ninja. Bolt
był już w wyższej klasie tak jak i Sarada i Himawari. Blondynek szedł przed
siebie, aż w końcu dotarł do upragnionego przez siebie celu. Wszedł do środka,
budynek wyglądał staro. Miał zielono białe ściany, wiele gablot z wizerunkami
uczniów obecnych i byłych, było tam też zdjęcie jego ojca. Wisiało w
najbardziej widocznym miejscu, a obok niego z jednej i z drugiej strony były
zdjęcia dawnych Hokage Wioski Liścia. Podszedł do zdjęć, po czym uśmiechnął się
w ich stronę, gdy się odwrócił by pójść do sali, napotkał na swojej drodze
Bolta i Sarade.
- Czego chcecie shannebayo?! – krzyknął zielonooki ukazując
swój niepokój.
- Zniszczyłeś nam życie. – powiedział Bolt podchodząc do
niego, chwytając go za bluzę.
- Nie wiem czy wiesz, ale jesteś źródłem samych porażek. –
dodała złośliwie Sarada.
- Puszczaj mnie! – krzyknął wyrywając się starszemu
blondynowi. – Chce tu tylko znaleźć przyjaciół nie wrogów!
- Nie znajdziesz tu przyjaciół…… - zaczął niebieskooki.
- My już do tego nie dopuścimy. – dokończyła czarnooka. –
Wszyscy Cię znienawidzimy!
- Zamknijcie się shannebayo! – krzyknął uciekając przed
siebie.
Następne lekcje, przebiegały normalnie. Kolejne
przedstawianie się, kolejne opowiadanie o sobie i swojej rodzinie. Lecz
Shinachiku myślał nadal o słowach tamtych starszych dzieciaków, nie chciał być
nienawidzony przez innych, chciał być lubianym. Obok niego siedziała
dziewczynka, była ubrana w zielony dres. Na plecach miała narysowany jakiś
znak, miała czarne włosy spięte w dwa kucyki oraz niebieskie oczy. Spojrzała na
blondynka, widziała że coś go trapi:
- Co Ci jest??
- Mia? Nic takiego. – odpowiedział ponieważ nie chciał
pokazywać tego że jest przygnębiony.
- Widzę że coś się stało.
- Nie przejmuj się tym. – odpowiedział uśmiechając się
lekko.
Po zakończonych zajęciach, zielonooki biegł co sił w nogach
do swojego domu. Biegł ze łzami w oczach, ponieważ te słowa Bolta utkwiły mu na
dobre w pamięci. Wtargnął do domu, po czym podszedł do rodziców którzy właśnie
pili herbatę. Usiadł na łóżku po czym rozpłakał się:
- Shinachiku ?! Co się stało?! – zapytała zdenerwowana
różowowłosa oglądając synka z każdej strony, patrząc czy coś mu się nie stało.
- Dokuczają mi. – odpowiedział szlochając mały Uzumaki.
- Kto!? – krzyknął ojciec podchodząc do synka.
- Ten taki …. Bolt…. – odpowiedział wycierając rękawem bluzy
łzy. – I taka dziewczyna w okularach.
- Sarada… - westchnęła zielonooka. – Nic Ci nie zrobili?
- Nie… Ale trzeba ich ukarać! – krzyknął po czym na nowo się
rozpłakał.
- Ja im zaraz pokaże…. – powiedział Naruto który podszedł do
drzwi, a za chwilę podeszła do niego kunoichi przytulając go do siebie.
- Twoja złość nic nie da kochanie. Tu trzeba sposobu.
- Sposobu?! – zapytali z zaciekawieniem obaj blondyni.
- Shinachiku… - zaczęła Haruno kucając przed swoim synkiem.
– Gdy znowu to będą robić dogryzaj im, a gdy powiedzą coś co Cię zasmuci
uśmiechnij się szeroko i przejdź obojętnie obok nich.
- Dokładnie! Uśmiech to podstawa dattebayo! –krzyknął
zadowolony niebieskooki.
- A i pamiętaj że po mamusi odziedziczyłeś brutalną siłę. –
powiedziała stukając go w czoło.
- Oczywiście że tak! – krzyknął zielonooki, zaciskając swoje
dłonie w pięści po czym uśmiechnął się szeroko w stronę swoich rodziców.
Następnego dnia w akademii, było podobnie jak wczoraj. Bolt
i Sarada czekali przed szkołą na zielonookiego, który szedł zadowolony szkolną
ścieżką. Spojrzał na nich po czym uśmiechnął się szeroko. Czekał na ich
reakcję, był ciekawy co zrobią.
- Co się tak szczerzysz?! – krzyknął Bolt pokazując małemu
pięść.
- A co to nie wolno? – zapytał robiąc zaciekawioną minę. –
Ty też powinieneś się uśmiechać bo Ci zostanie taki grymas, i żadna dziewczyna
Cię nie zechce.
- A bo to Ciebie myślisz że będzie chciała jakaś?! –
krzyknęła Sarada patrząc na blondynka.
- Oczywiście że tak shannebayo! Mam piękny uśmiech i w
ogóle. – zaczął, po czym przyglądnął się czarnowłosej. – A Ty wyglądasz jak
czarownica więc powodzenia w miłości.
- Jak Cię zaraz…. – zaczęła lecz nie dokończyła ponieważ
zielonooki chwycił ją za rękę i wyrzucił przed siebie.
- Sayonara eee Sarada! – krzyknął machając jej na
pożegnanie.
- Ty mały gówniarzu… - powiedział blondyn chcąc złapać
zielonookiego, lecz ten był szybszy. Zrobił obrót i przeszedł Boltowi pod
nogami, po czym skoczył i uderzył nogą swojego przeciwnika.
- Mam nadzieje że nie będziesz miał siniaka! – krzyknął mu
do ucha, po czym szedł przed siebie z uśmiechem na ustach, zakładając ręce za
głowę jak to miał w zwyczaju jego ojciec. – Teraz zapamiętacie dobrze kim
jestem! Jestem Shinachiku Uzumaki! Postrach Konohy shannebayo!
piątek, 13 marca 2015
Życie napisało nam inny scenariusz cz.5
Hejo :) Witam Was wszystkich. Na początek chciałam baaaardzo wszystkim podziękować ze te miłe komentarze :) Nie wiedziałam że ten one shot tak się spodoba :P Niestety za tydzień jego ostatnia część i blog na jakiś czas (póki czegoś nie napisze) zostanie bez notek. Ale dziś zapraszam na kolejną część opowiadania :)
- Przyszedłem do Sakury. – odpowiedział spokojnie Uzumaki.
- Do Sakury co?! To Ty zrobiłeś jej dzieciaka! –krzyknął
przypierając blondyna do muru. – Jak mogłeś to zrobić przyjacielowi!
- Zamknij się! Nie widziałeś że ona Cię nie kochała?!
Wybaczyła Ci zdradę z Karin, ale nic to nie znaczyło! Dla niej to było
obojętne! – krzyknął uderzając kruczowłosego w twarz.
- Jak śmiesz tak mówić debilu! – krzyknął siłując się z
niebieskookim.
- Chidori!
- Rasengan!
- Przestańcie w końcu! – krzyknęła Sarada wybiegając na
zewnątrz. – Tato właź do domu! Przypala się obiad!
- Jeszcze się policzymy! – krzyknął Uchiha na pożegnanie.
Uzumaki otarł krew z kącika ust, po czym pobiegł co sił w
nogach do dawnego domu rodzinnego
Haruno. Widział że Sasuke był wściekły więc nie wykluczone że mógł coś zrobić
Sakurze, jak i małemu. Bał się co zastanie po swoim przyjściu, chciał aby
wszyscy byli w całości. Stanął przed drzwiami zastukał dwa razy i po chwili
drzwi otworzył mu ojciec Haruno:
- Witam Hokage.
- Dzień dobry jest może Sakura? - zapytał pospiesznie wchodząc do środka
domu.
- Tak jest w swoim pokoju. – powiedział pokazując na pokój
swojej córki.
- Dziękuje! – krzyknął biegnąc w stronę pokoju, gdy otworzył
drzwi do jej pokoju ujrzał Haruno śpiącą na łóżku wraz z ich synkiem. Lecz
Shinachiku nie spał, blondyn podszedł do małego i uśmiechnął się do niego, a
mały zrobił dokładnie to samo.
- Cześć maluszku.
- Da da! – pisnął mały Uzumaki gestykulując swoimi małymi
rączkami.
- Co się stało maluszku?? – zapytała różowowłosa kładąc dłoń
na brzuszku zielonookiego. A ten ujął dłoń swojej mamy, po czym wsadził ją do
buzi i ugryzł swoimi ostrymi ząbkami jej palec. – Bolało!
- Sakura-chan? Nic Ci nie jest?? – zapytał zmartwiony
Uzumaki widząc jak Haruno wkłada obolały palec do buzi.
- Naruto? Co Ty tu robisz??
- Byłem w Twoim domu… Zastałem Sasuke…
- Jeju widzę że Cię uderzył! – krzyknęła przystawiając dłoń
do jego ust. – Poczekaj to wyleczę tą ranę.
- Nie trzeba zaraz to się zagoi. – powiedział, po czym
przybliżył się do różowowłosej. Ujął jej twarz dłonią po czym przybliżył jej
twarz do swojej i delikatnie musnął usta swojej ukochanej kunoichi.
- Heh…. – westchnęła spoglądając na blondyna. – Moje życie
się rozpada.
- Jak to?
- Sasuke, Sarada… Nie chcą mnie widzieć. – odpowiedziała
zatapiając głowę w swoich dłoniach.
- Ja Cię chce widzieć, zawsze. – powiedział przytulając Haruno do siebie. –
Pakuj się.
- Nie mam dokąd iść.
- Przenosisz się do mnie. – odpowiedział zadowolony Uzumaki.
- Nie mogę! – krzyknęła odsuwając się nieco od
niebieskookiego. – A Hinata? Bolt?!
- Nic się im nie stanie.
- Nie chce rozwalać Ci rodziny! – krzyknęła wstając z łóżka
po czym podeszła do okna. – Tylko to umiem robić… Niszczyć.
- Nieprawda Sakura-chan! – zaprotestował po czym wziął
walizki których nie zdążyła rozpakować . – Idziemy. Weź Shinachiku.
- Ehhh – westchnęła wykonując polecenie Uzumakiego. Wzięła
małego na ręce po czym udała się za Hokage Wioski Liścia. Po 20 minutach,
dotarli do posiadłości Hyuuga gdzie to Naruto mieszkał wraz z Hinatą i dziećmi.
Był to duży budynek koloru białego, otoczony był wielką czarną bramą w różne
wzory. Weszli do środka w którym znajdowało się wiele cennych rzeczy, ale jedna
rzecz przykuła uwagę Haruno. Mały ołtarzyk z lewej strony który poświęcony był
nieżyjącemu już Neji’emu. Ukłoniła się przed nim, i podążyła dalej za
przyjacielem. Po chwili oboje stanęli przed drewnianymi drzwiami z napisem
Uzumaki i Hyuuga. Nie wiedziała dlaczego nie było tam tylko jednego z ich
nazwiska, Naruto wszedł do środka a za nim Haruno z małym blondynem na rękach.
Od razu dostrzegła pytający wyraz twarzy Hyuugi, która właśnie odwróciła się od
kuchni.
- Naruto? Trzeba było mówić że będziemy mieć gości. –
powiedziała spoglądając na dwie duże walizki które przytaszczył jej mąż. Lecz
następnie zwróciła uwagę na dziecko trzymane przez różowowłosą, było rezolutne,
rozgadane. I miało tak samo ułożone blond włoski jak i jej niebieskooki.
- Sakura wraz z Shinachiku przenosi się do mojego dawnego
domu. – powiedział szukając kluczy od mieszkania.
- Czemu?
- Pokłóciłam się z Sasuke. – odpowiedziała smutnym głosem. –
Na zawsze.
- O co? – zapytała ciekawska granatowłosa.
- O nic takiego.
- Sakura-chan powiedzmy prawdę. – odezwał się niebieskooki
stając obok niej po czym wziął blondynka na ręce
- Prawdę?? – zapytała zdezorientowana Hyuuga i dodała. – Miałeś
już nigdy nie mówić do niej Sakura-chan…
- Uczucia nigdy się nie zmieniają. – odpowiedział
przytulając do siebie Haruno jak i Shinachiku.
- Czyli jednak nadal ją kochasz… - powiedziała ze łzami w
oczach.
piątek, 6 marca 2015
Życie napisało nam inny scenariusz cz.4
Witam :P znowu przepraszam ze notka tak pozna ale nie czuje się wgl na silach a po drugie konczylam dziś pozno zajecia :P Zapraszam na kolejną część mojego opo, proszę o komentarze i dziękuje bardzo za te które się pojawiają :)
PS przepraszam jeżeli notka bd jakas rozjechana ale jestem na innym kompie :(
PS przepraszam jeżeli notka bd jakas rozjechana ale jestem na innym kompie :(
- Nie jestem chora…
- A powiedz mi… - zaczął drapiąc się za głową bo chciał
zadać głupie pytanie. – Czy Ty czasem nie jesteś w ciąży?
- Ehhh… - westchnęła siadając na pobliskiej ławce nie mówiąc
nic więcej.
- Czyli to jednak prawda… - powiedział nieco zmartwionym
głosem. – Sasuke będzie szczęśliwy, że w końcu będzie miał z Tobą dziecko.
- To… - zaczęła a jej ciało zaczęło drżeć z nadmiaru emocji.
– To nie jest dziecko Sasuke.
- Jak to nie?! – zapytał spoglądając jej głęboko w oczy. –
To kogo?!
- To jest Twoje dziecko Naruto…
- Eee… - zająknął się Uzumaki, lecz po chwili okazał swoją
radość przytulając z całej siły Haruno do siebie. – Dziękuje! Kocham Cię!
- Heh… - westchnęła przeczesując jego blond czuprynę, a
następnie powiedziała smutnym głosem. – Prędzej czy później to się wyda i nasze
rodziny się rozlecą….
- Wiem o tym… Ale i tak się cieszę – odpowiedział z
uśmiechem na ustach niebieskooki.
***
Miesiące mijały a brzuszek Haruno rosnął i był coraz to
większy. Sasuke zdążył zauważyć że będzie ojcem po raz drugi, różowowłosa nie
mogła powiedzieć mu prawdy która okazała by się dla niego bardzo bolesna. Także
Naruto nie powiedział nic swojej żonie o wydarzeniach z tamtych lat, żyła ona w
błogiej nieświadomości. Nikt nie spodziewał się że to dziecko, zepsuje wszystko
co budowało się przez tyle lat. W dzisiejszym dniu miało ono ukazać się na
świecie, Haruno była już w szpitalu w którym trwał poród. Po godzinie czasu,
urodziło się małe dzieciątko. Różowowłosa spojrzała na małe zawiniątko leżące
obok niej. Było ono takie malutkie, miało zielone błyszczące oczka, oraz lekko
różowe włoski na głowie. Nie było ich zbyt wiele, dziecko nie miało na policzkach
takich rys jak blondyn. Ze Sali wyszedł zadowolony Sasuke, który był wraz z
Haruno w pokoju. Uzumaki pogratulował mu po czym sam wszedł do Sali. Podszedł
do łóżka swojej przyjaciółki, po czym dał jej całusa w policzek. Następnie
spojrzał na małe zawiniątko, zauważył że pomiędzy różowymi włoskami wyłaniają
się jaśniejsze blond włoski.
- Jest śliczny.
- Ma to po ojcu. – powiedziała lekko osłabiona Haruno
gładząc maleństwo po aksamitnych włoskach.
- A może raczej po mamie?? – zapytał Uzumaki przyglądając
się różowowłosej.
- Nie… - odpowiedziała po czym zapytała. – Chcesz go wziąć
na ręce?
- Eeee … - zająknął się niebieskooki.
- No weź go. Przecież nie pierwszy raz bierzesz małe dziecko
na ręce. – powiedziała chichocząc ze śmiechu.
Po chwili wahania blondyn wziął swojego synka na ręce, był
taki mały w jego dłoniach. Spojrzał na jego twarzyczkę, wydawało się po
grymasie, że mały różowowłosy właśnie się budzi. Otworzył on swoje soczyście
zielone oczy i popatrzył na osobę która go trzymała. Uśmiechnął się niezauważalnie,
po czym na nowo zasnął w ramionach ojca. Naruto wzruszył się na ten gest, żadne
z jego dzieci nie zrobiło czegoś takiego zaraz po porodzie kiedy to było
zmęczone przychodzeniem na świat. Ułożył on maleństwo w wózku szpitalnym
przeznaczonym dla noworodków po czym usiadł przy Haruno.
- Ma Twoje piękne oczy. – powiedział uśmiechając się
szeroko. – Ale po mnie nie ma nic.
- Jak to nie?
- ?
***
- A te blond włoski pomiędzy różowymi?? – zapytała Haruno
pokazując na włoski swojego synka.
- To żaden dowód. – powiedział zasmucony Uzumaki patrząc na
kunoichi. – Wybraliście już dla niego imię?
- Niee, czekałam aż sami coś wybierzemy. – odpowiedziała
bawiąc się pościelą. – Pamiętam że zawsze mówiłeś coś o imieniu Shinachiku…
- Tak, zawsze mi się podobało to imię.
- To dlaczego nie dałeś tak na imię Boltowi??
- Bo imiona naszych dzieci wybierała Hinata… - powiedział
łamanym głosem.
- No to teraz będzie po Twojemu. – odpowiedziała zadowolona
kładąc swoją dłoń na jego policzku.
- A Tobie to imię się podoba?
- Pewnie że tak. – potwierdziła bez zastanowienia. –
Shinachiku… Nasz mały synek…
- Mam nadzieje że nigdy nie zazna takiego bólu jak ja… -
powiedział zasmucony Uzumaki.
W tym samym czasie za oknem przebywał Bolt i Sarada, którzy
słyszeli wszystko dokładnie przez otwarte okno w szpitalnej Sali. Byli w
niemałym szoku, po dowiedzeniu się kogo to dzieciątko. Popatrzyli po sobie
zaskoczonym wzrokiem, po czym oddalili się w stronę akademii i zaczęli
rozmawiać na ten temat:
- Sarada co my teraz robimy??
- Nie możemy tego powiedzieć rodzicom… Byłoby źle…
- To mamy to zachować dla siebie??
- Tak będzie najlepiej Bolt. – odpowiedziała kładąc dłoń na
jego barku.
- Wiesz o tym że to jest nasz wspólny brat?!
- Wiem o tym matołku! – krzyknęła blondynowi do ucha.
- Zawsze chciałam mieć braciszka, ale nie w ten sposób…
- No ja tak samo! – krzyknął Bolt ukazując swoje
niezadowolenie z tej sytuacji. – Ojciec chyba dzieci nie potrafi zrobić…
***
Mały blondyn rósł jak na drożdżach, minął za nim rok życia.
W tym czasie życie biegło normalnym rytmem. Naruto odwiedzał synka, ponieważ
Sasuke nie było w domu. Dzisiaj miał wrócić z długiej wyprawy, i zobaczyć
„synka” po tym długim czasie. Lecz nie spodziewał się tego co zobaczył,
podszedł do łóżeczka w którym spał mały i spojrzał na niego. Jego wygląd
zmienił się, na główce nie było już ani jednego różowego włoska, natomiast
przeważały włoski koloru blond. Nieopodal łóżeczka siedziała Sarada, która przyglądała
się całej tej sytuacji, nie wiedziała czy mówić ojcu co się dowiedziała czy
nie. Uchiha wziął Shinachiku na ręce nie zważał na to że mały co dopiero
zasnął, popatrzył na niego raz jeszcze i doszedł do wniosku że to nie jest jego
dziecko. Nie było do niego podobne, w tym samym czasie do pokoju weszła Haruno:
- Sakura…
- Stało się coś?? – zapytała udając że nie wie o co chodzi.
- Okłamujesz mnie…
- Ja??
- Tak! – krzyknął oddając jej śpiące dziecko. – To nie jest
mój syn!
- Dlaczego tak myślisz??
- Przecież ja nie mam blond włosów! Nie ma możliwości żeby
on miał po mnie takie włosy! – zaczął krzyczeć na cały dom, tak że Sarada
przybiegła z płaczem do niego a mały blondynek rozpłakał się.
- Patrz co narobiłeś Sasuke!
- Przestańcie! – krzyknęła Sarada, rozdzielając rodziców.
Postanowiła że powie całą prawdę, wszystko czego się dowiedziała. Skierowała
słowa do ojca – To nie jest Twoje dziecko tato. Słyszałam jak mama rozmawiała z
jakimś panem.
- Gadaj kogo to dziecko! – krzyknął pokazując na Shinachiku
palcem. – No gadaj! To dziecko Naruto prawda?!
- Grrr – warknęła wściekła po czym krzyknęła w stronę
Uchihy. – Tak zgadza się! To jest dziecko Naruto!
- Wynoś się stąd! – krzyknął pokazując żonie z małym na
rękach drzwi. – Ale to już! Przeprosin nie przyjmuje!
- I tak bym Cię nie
przeprosiła! Też coś podobnego zrobiłeś mi lata temu! Teraz czujesz się tak jak
ja wtedy. Żegnamy! – krzyczała pakując swoje i blondynka rzeczy. Wzięła go na
ręce po czym wyszła z pomieszczenia – Nie chce Cię znać!
Wściekła zielonooka, ze łzami w oczach, szła przed siebie
kierując się w stronę swojego rodzinnego domu. Na całe szczęście nie spotkała
nikogo znajomego, więc spokojnie dotarła przed drzwi mieszkania. Zastukała
lekko w drewniane drzwi, po czym otworzyła jej matka:
- Sakura?! Co Ty tu robisz??
- Nie chce już mieszkać z Sasuke…- powiedziała łkając. –
Mogę tu chwilę pobyć??
- Oczywiście córeczko. – odpowiedziała wtulając się w
zielonooką. – Chodź do środka.
Haruno weszła do środka, po czym rzuciła walizkę w kąt
swojego dawnego pokoju. Nic się w nim nie zmieniło, wielkie łóżko naprzeciwko
okna, różowe szafki który znajdowały się pod ścianą obok drzwi, oraz wielki
czerwony dywan przy drzwiach. Usiadła na łóżku, a zielonookiego ułożyła od ściany
aby nie spadł z mebla. Patrzyła przed siebie, w bliżej nieokreślony punkt. Nie
wiedziała co teraz będzie z jej życiem. Do kruczowłosego już nie wróci,
blondynowi nie chce rozbijać rodziny. Została z tym wszystkim sama, dziękowała
za to że ma takich dobrych rodziców którzy przyjmą ją bez względu na to co
nabroi. W pewnej chwili do pokoju weszła jej mama z parującym naczyniem i
ułożyła je na szafce obok łóżka:
- Sakura, mów co się stało. – powiedziała siadając obok
niej. – I co to za dziecko??
- Wszystko zaczęło się od tego dzieciątka. – odpowiedziała
patrząc na spokojny sen Shinachiku.
- To Twoje i Sasuke dziecko?
- Nie… - zaczęła bawiąc się skrawkiem ubrania. – To jest
dziecko Naruto.
- Naruto?
- Hokage naszej wioski.
- Przecież on ma swoją rodzinę. – powiedziała zaskoczona
mama Haruno.
- No ma… I nie chce mu jej niszczyć. – powiedziała patrząc
mamie prosto w oczy.
- Hinata o niczym nie wie?
- Nie wie… Ale Bolt pewnie coś wie…
- Bolt? Skąd wiesz?
- Sarada wszystko wiedziała a oni trzymali się zawsze razem.
– odpowiedziała biorąc łyk herbaty.
- Rozumiem córeczko. – powiedziała całując ją w czoło i
oddalając się do drzwi. – Wszystko się ułoży zobaczysz.
- Taaa… - westchnęła i spojrzała na blondynka który się
obudził. Przybliżyła się do niego i palcem wskazującym przejechała po jego
policzku. Ten uśmiechnął się szeroko, ukazując swoje dwa białe ząbki. Uśmiechał
się identycznie jak niebieskooki, widać było że miał jego charakterek. Mijały tygodnie a Uzumaki nie widział nigdzie
swojej kunoichi. Postanowił wstąpić do niej przy najbliższej okazji, wiedział
że w domu jest już Sasuke, lecz mimo tego nie poddawał się. Gdy dotarł do domu
Uchihy, zastukał w drzwi. Po chwili otworzył mu wściekły czarnooki:
- Co Ty tu do cholery robisz?!
piątek, 27 lutego 2015
Życie napisało nam inny scenariusz cz.3
Hej hej :D To znowu ta wredna osoba z kolejnym rozdziałem dla Was :) Dziękuje Wam baaardzo za te wszystkie komentarze naprawdę są dla mnie ważne :) I nie przedłużając zapraszam na kolejną notkę :D
Pozdrawiam bardzo gorąco moich kochanych czytelników i komentatorów :)
Pozdrawiam bardzo gorąco moich kochanych czytelników i komentatorów :)
- Widzę właśnie… - odpowiedziała poprawiając sobie okulary.-
Oni nie są zwykłymi przyjaciółmi…
- Uśmiechają się do siebie tak…. Tak inaczej… Coś tu
śmierdzi…
- To Ty Bolt… - powiedziała żeby mu dogryźć po czym
dokończyła – Będziemy ich śledzić.
Po chwili lekcje dobiegły końca, rozległ się dzwonek który
oznajmiał już koniec zajęć. Dzieciaki szybko wybiegły z Sali ponieważ była to
ich ostatnia lekcja, po czym podążyły do domu. W klasie została tylko
różowowłosa i blondyn, którzy rozmawiali ze sobą o wczorajszym wieczorze. Po chwili zielonooka
wstała po czym już miała iść do domu kiedy to odezwał się niebieskooki łapiąc
ją za ramię:
- Idziesz już do domu?
- Musze jeszcze zanieść dokumenty do sekretariatu. –
odpowiedziała ukazując stertę dokumentów - A
co?
- Może by tak spacer?
- Nie za dużo czasu spędzasz ze mną?? – zapytała spoglądając
na niego, uśmiechając się.
- No coś Ty! – krzyknął po czym razem podążyli odnieść
dokumenty a następnie wyszli z budynku akademii a zaraz za nimi w większej
odległości podążały ich dzieci.
Szli powolnym krokiem przed siebie w stronę parku tam gdzie
przebywali wczoraj. Podczas spaceru rozmawiali o różnych rzeczach, które ich
trapiły. Sarada i Bolt w ciszy przysłuchiwali się rozmowie, bo byli ciekawi co
jeszcze usłyszą. Po chwili Hokage i zielonooka dotarli do wyznaczonego miejsca,
i stanęli naprzeciwko siebie. Nikt nie przypuszczał że przyszli tu właśnie po
to by urządzić sobie mały sparing tak jak przed laty:
- No to co zaczynamy! – krzyknęła Haruno zacierając dłonie.
- Heh biegnę! – krzyknął zbliżając się do różowowłosej. Po
czym utworzył kilkanaście swoich wiernych kopii, które okrążyły kunoichi.
Haruno od razu wiedziała co robić skupiła swoją chakrę w dłoni po czym z
impetem uderzyła o podłoże które w parę sekund rozpadło się w drobne kawałki
odlatujące na sporą odległość, raniąc klony blondyna. Lecz prawdziwego nie było
wśród nich, zielonooka zamknęła oczy i nasłuchiwała z której strony nadleci niebieskooki. Okazało
się że był on nad nią, w mgnieniu oka zeskoczył na koleżankę która rozpłynęła
się w gęstej mgle.
- Klon?!
Gdy blondyn rozglądał się wokoło, mały blondynek i
czarnowłosa podziwiali walkę lecz po chwili znudziła się im i postanowili
wrócić do centrum wioski. Zauważył to Uzumaki, który stracił na chwilę
koncentrację i nie zorientował się że Haruno jest tuż przed nim. Zielonooka już
miała uderzyć z pełnym impetem w blondyna, lecz w ostatniej chwili
dezaktywowała chakrę i uderzyła go tylko pięścią. Uzumaki złapał się za brzuch
po czym upadł na ziemię. Haruno stanęła naprzeciw niego i podała mu dłoń:
- Nic Ci nie jest??
- Nie… - odpowiedział dysząc, po czym dodał – Widziałem tu
Bolta i Sarade.
- Co tu robili?!
- Śledzili nas… Ale teraz nie wyczuwam ich chakry.
- Uff to dobrze… - odetchnęła różowowłosa z ulgą. – Ok kładź
się tu pod drzewem, uleczę tą ranę na brzuchu.
- Już się robi! – krzyknął po czym zrobił tak jak nakazała
mu zielonooka. Haruno ostrożnie rozsunęła pomarańczowo-czarną bluzę blondyna,
po czym uniosła lekko do góry koszulkę niebieskookiego. Ułożyła swoje dłonie
nad jego brzuchem, i zaczęła uleczać ranę blondyna.
- Szczęściara. – powiedział uśmiechając się szeroko.
- Mówiłeś mi to ostatnio! O co chodzi?!
- No bo … Powiedziałaś że dziewczyna którą kocham jest
szczęściarą. – powiedział uśmiechając się szeroko. – A to Ty jesteś tą
szczęściarą.
- Hę?!
- Kocham Cię Sakura-chan! – krzyknął zadowolony na cały
park. – Zawsze Cię kochałem.
- Ja…. ja… – krzyknęła zaciskając oczy by nie pozwolić łzom
spłynąć po jej policzkach.
- No co…. Ty?
- Też Cię kocham idioto… - powiedziała uśmiechając się
szeroko do niebieskookiego.
- Heh. – westchnął po czym ułożył dłonie na plecach
dziewczyny ta lekko się speszyła lecz blondyn nie rezygnował, uniósł lekko
podkoszulek swojej koleżanki.
- Co Ty wyrabiasz?!
- Też będę Cię leczył. – odpowiedział wystawiając język.
I tak właśnie, blondyn i różowowłosa spędzili ze sobą upojną
noc. Nikt im nie przeszkadzał, ponieważ przenieśli się za pomocą jutsu do dawnego mieszkania Uzumakiego które już od lat
stało puste. Zielonooka jak i Naruto, czuli że są przeznaczeni dla siebie. Nic
nie było w stanie ich rozdzielić, ich usta spotykały się ze sobą, ciało
przylegało do ciała. Chcieli być blisko siebie już na zawsze, kochali się jak
nigdy dotąd. Ich uczucie rozkwitało nawet po ślubie ze swoimi partnerami. Chcieli
by chociaż raz cofnąć czas i podjąć dobre decyzje, powiedzieć sobie o tych
uczuciach które siedziały w nich od początku znajomości. Lecz nic co dobre nie
trwa wiecznie, każdy z nich musiał rozejść się do swojego domu by nikt się nie
domyślił.
***
Minęło sporo czasu, jakieś dwa tygodnie od tamtych wydarzeń.
Życie w wiosce toczyło się w jak najlepszym porządku, wszystko pozostawało bez
zmian. Sasuke jak i Hinata, nie dowiedzieli się o zdradzie swoich partnerów,
którzy wszystko bardzo dobrze ukrywali. Lecz coś zmieniło się w zachowaniu
Sakury od tamtych wspaniałych dla niej dni. Unikała ona niebieskookiego, jakby
wiedziała że postąpiła źle i nie chciała go więcej spotkać by nie popełnić tego
błędu. I tak w przyszłości wszystko wyjdzie na jaw, niestety na to nie miała
wpływu. Przemierzała ona kręte uliczki Konohy, w poszukiwaniu Świerzych warzyw
do sałatki którą miała przyrządzić Saradzie. Pech chciał że w połowie drogi
spotkała blondyna, który chciał się z nią przywitać ale ona przyspieszyła kroku
udając że nie widzi swojego przyjaciela. Lecz ten nie poddawał się i stanął
naprzeciwko swojej kunoichi:
- Co się z Tobą dzieje?
- Nic takiego, żyje sobie. – odpowiedziała uśmiechając się
sztucznie, nie patrząc w oczy blondynowi.
- Widzę że coś jest nie tak Sakura-chan… - zaczął układając
dłonie na barkach Haruno. – Jesteś blada.
- Ehh…. – westchnęła oddychając głęboko, nie mogąc nabrać
powietrza. – Słabo mi…
- Chodźmy po wodę… - powiedział biorąc różowowłosą na
barana. – Musisz się napić…
Niebieskooki pędził co tchu by znaleźć jakieś mieszkanie w
którym to Haruno dostała by świeżej zimnej wody by ochłodzić swój organizm.
Lecz niestety większość drzwi była zamknięta, ponieważ był festyn w innej
wiosce na który niektórzy mieszkańcy się wybrali. W końcu na obrzeżach wioski
obok parku, otworzyła im kobieta która ubrana była w różowy fartuch. Okazało
się że gospodynią która ich przyjęła była Karin, dziewczyna o czerwonych
włosach oraz tego samego koloru oczach. Na jej nosie spoczywały czarne okulary.
- Co Was tu sprowadza??
- Potrzebuje szklanki wody… - powiedział pospiesznie Uzumaki
wchodząc do środka. Ułożył on ostrożnie Haruno na krześle po czym podszedł do
czerwonowłosej po szklankę wody.
- Co się jej dzieje??
- Zrobiło się jej słabo… - odpowiedział dając zielonookiej
łyk wody, ponieważ nie była w stanie złapać szklanki w swoją dłoń.
- Może jest w ciąży?
- Musiałabyś jej zapytać… Ja nie mam pojęcia…
-Ygh… - westchnęła budząca się zielonooka łapiąc się za
głowę, po czym rozglądnęła się wokoło. – Gdzie ja jestem??
- Jesteśmy u Karin… - odpowiedział niebieskooki przytrzymując
przyjaciółkę.
- Rozumiem… - zaczęła i spoglądnęła na koleżankę po czym
uśmiechnęła się szeroko. – Witaj Karin.
- Nie jesteś na mnie zła?? – zapytała podchodząc do niej .
- Niee. – odpowiedziała bez namysłu, i wstała opierając się
o stół. – Ehh już mi lepiej.
- Dasz radę iść sama?? – zapytał zmartwiony Uzumaki .
- Myślę że tak. Chodźmy już. – powiedziała podchodząc do
drzwi. Spojrzała na czerwonowłosą i dodała – Dziękuje za wszystko.
Po chwili wyszli z mieszkania czerwonookiej, po czym podążyli przed siebie w stronę ich
ulubionego parku. Szli w ciszy, Naruto cały czas spoglądał na zamyśloną Haruno,
która nad czymś intensywnie myślała. Widział że jest jeszcze słaba więc nie
chciał zaczynać rozmowy, dopóki ona sama się nie odezwie. Myślał nad tym czy
słowa Karin o ciąży mogły by być prawdziwe, czyżby Haruno miała urodzić Sasuke
drugie dziecko? To po co mówiła by że mnie kocha… W końcu po długich
rozmyślaniach Uzumakiego odezwała się jego przyjaciółka:
- Dziękuje Naruto…
- Nie ma sprawy Sakura-chan! – krzyknął zakładając ręce za
głowę. – Jesteś chora?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


