Ooo nie wiedziałam że mój blog jest tak odwiedzany :) Dziękuje Wam bardzo za komentarze, motywują mnie do powrotu na tego bloga :) Wczoraj na wykładzie napisalam nowy zarys fabuły one shota :P Ale kiedy go spisze na kompa to nie wiem bo czasu brak niestety... Ale ten one shot powinien trochę potrwać :P Nie wiem czy dokończę prawidłową historię bo za bardzo już jej nie pamiętam a nie chce jej zepsuć tak jak Kishi mange... Notki będą się pojawiać co sobotę :D Zapraszam do czytania!
-
Że co?! – krzyknęłam razem z blondynem nie spodziewając się takiej odpowiedzi
Haruno. Popatrzyliśmy na siebie po czym odwróciliśmy się w przeciwne strony.
Lecz po paru chwilach, zaczęliśmy zbierać się do domu. Podziękowaliśmy za
jedzenie i wyszliśmy z baru. Przemierzaliśmy kręte uliczki Konohy, znowu
zapadła między nami ta głupia cisza. I trwała aż do mieszkania Naruto, jego dom
był koloru ciemnego, był dość wysoko ułożony i nie wyglądał na to że jest nowy.
Weszliśmy do środka i oczywiście nie spodziewałam się czegoś innego po nim,
bałagan jakich mało. Tylko on mógł zrobić aż tak wielki nieporządek.
-
Witam Cię w moim mieszkaniu! – krzyknął pokazując mi cały swój pokój jakby był
co najmniej jakimś pałacem.
-
Dzięki. – powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha, nie dając po sobie
poznać że nie jestem zadowolona z takiego wielkiego bałaganu. – No to ja idę
spać.
W
pokoju znajdowało się tylko jedno wielkie dwuosobowe łóżko, więc od razu razem
z Kurumą zajęliśmy je całe. Było podobne do mojego, także skrzypiące i
drewniane. Od ściany do ściany rozciągały się sznury na pranie na których
wisiała noo bielizna blondyna. Za oknem był piękny widok na wyryte w skale
twarze Hokage. Co do pokoju znajdowała się tam jeszcze stara drewniana szafa,
jak i stolik oraz zielony, potargany dywan. Korzystając z chwili gdy blondyn
był w łazience, wzięłam w swoje dłonie zdjęcie teamu Uzumakiego. Miałam podobne
zdjęcie ze swoimi przyjaciółkami, więc na mojej twarzy pojawił się nieznaczny
uśmiech.
-
Co Cię tak rozśmieszyło na zdjęciu dattebyo? – zapytał niebieskooki wychodząc z
łazienki równocześnie wycierając głowę ręcznikiem, podchodząc do mnie.
-
Nic. – odpowiedziałam krótko po czym zapytałam – Ty kochasz Sakurę prawda?
-
Skąd to pytanie?! – krzyknął po czym zrobił się cały czerwony i odwrócił się
tyłem do mnie.
-
Oglądam to anime już wiele lat, i zauważyłam że coś między wami jest. –
powiedziałam układając zdjęcie z powrotem na blacie szafki nocnej.
-
To nie takie łatwe… - powiedział zrezygnowany siadając na brzegu łóżka. –
Kocham ją, ale ona kocha Sasuke. Tutaj nie jest to takie proste jak u Ciebie
pewnie.
-
To nieprawda! – zaprotestowałam – U mnie jest identycznie Naruto. Ludzie
kochają i będą to robić zawsze! Trzeba wygrzebać ją tylko spod gruzów śmieci i
uwierzyć w miłość! A tego Sakura właśnie nie zrobiła.
-
Sam już nie wiem. – skwitował po czym położył się na łóżku obok mnie co bardzo
mnie zdziwiło i natychmiast zaprotestowałam.
-
A co Ty wyczyniasz?!
-
No to moje łóżko! – krzyknął chcąc zwalić mnie z mebla.
-
Mowy nie ma żebyś tu spał! – krzyknęłam chwytając go za ręce i siłując się z
nim o wygodne łóżko.
-
Moje łóżko dattebyo!
-
No dobra. – powiedziałam po czym ustawiłam mu ultimatum, podeszłam do szafki i
wzięłam kredę po czym zaznaczyłam na łóżku granicę dokąd jest moja połowa a
dokąd jego. – I żebyś nie ważył się przekroczyć tej granicy bo inaczej marny
Twój los!
Po
jeszcze kilku sprzeczkach, zasnęliśmy. Nie dziwiłam się bo było już grubo po 4
w nocy więc musiałam streszczać się ze spaniem, ponieważ na 9 powinnam stawić
się w akademii. Noc przebiegła bez żadnych zakłóceń za wyjątkiem tego że
blondyn chyba z paręnaście razy naruszył moją i Kurumy przestrzeń osobistą, co skutkowało tym że
lądował na ziemi albo spychałam go na jego stronę łóżka. Gdy słońce zaglądało
już do pokoju, zaczęłam się powoli zbierać. Zeszłam z łóżka po czym podążyłam
do łazienki by jakoś doprowadzić się do ładu. Gdy byłam już wyszykowana i
gotowa, stanęłam przed drzwiami.
-
Kuruma idziemy! – krzyknęłam do kota, który w jednej chwili znalazł się przy
mnie. A niebieskookiego nawet mój krzyk nie ruszył, nadal spał twardym snem
śliniąc się przy okazji. Więc postanowiłam wyjść z hukiem. Gdy tylko wyszłam na
zewnątrz z całej siły trzasnęłam drzwiami, aż myślałam że cały ten budynek
rozleci się pod wpływem tego dźwięku. Jak tylko zrobiłam niebieskookiemu na
złość zaczęłam iść w dobrze znanym sobie kierunku, czyli do akademii ninja.
Dotarłam tam dość szybko, myślałam że zejdzie mi ciut dłużej, ale miałam czas
na podziwianie jej. Stara huśtawka Naruto, nadal tam była. Podeszłam do niej po
czym przejechałam dłonią po poszarpanych sznurkach przytrzymujących szeroką
deskę.
-
Lekcja! – krzyknął jeden z nauczycieli. U nas istnieje coś takiego jak dzwonek
a tutaj nauczyciele wołają nas na lekcje drąc się w niebogłosy. Podążyłam za
wszystkimi początkującymi do klasy, po czym zasiadłam w ostatniej ławce jak to
miałam w zwyczaju. Spoglądałam na członków swojej grupy, byli znacznie młodsi
niż ja i to o wiele. W końcu po sprawach organizacyjnych, sensei przeszedł do
lekcji.
-
Dzisiaj zobaczymy kto posługuje się jaką naturą… - powiedział nauczyciel
rozdając wszystkim uczniom małą białą karteczkę. Oglądnęłam ja z każdej strony
ale nie zauważyłam nic niezwykłego w tym przedmiocie. A nauczyciel kontynuował
– Teraz każdy i każda z Was skupi swoje myśli i energie by wydobyć chociaż
odrobinę chakry. Proszę połóżcie karteczki na dłoni i spróbujcie.
-
No dobra. – powiedziałam sama do siebie kładąc skrawek na dłoni, po czym
zamknęłam oczy by móc lepiej się skupić. Myślałam o swoim przepływie chakry, i
koncentrowałam ją na dłoni po chwili otworzyłam oczy i ujrzałam na skrawku
jakiś japoński znak lecz nie wiedziałam do końca co on oznacza. Spojrzałam
przed siebie w poszukiwaniu senseia po czym krzyknęłam by go przywołać –
Sensei!
W
momencie zjawił się przy mnie, pokazałam mu mały skrawek. Zaczął oglądać go z
każdej strony, był zdumiony że tak szybko wydobyłam odrobinę chakry z siebie bo
niektóre inne dzieci nie mogły tego zrobić. Sensei podarował mi z powrotem
kartkę, po czym ułożył mi dłoń na ramieniu mówiąc:
-
To jest natura wiatru Miyuu.
-
Natura wiatru? – pomyślałam i
spojrzałam na znaczek. – To jest ten
żywioł co ma poniekąd Naruto.
Po
15 minutach wszyscy zdążyli wydobyć odrobinę chakry, więc teraz nadszedł czas
na pochwalenie się swoim żywiołem. Sensei zasiadł za biurkiem, wziął kartkę po
czym zaczął zapisywać wszystkie żywioły danych osób. Na ostatku był mój szereg
wymieniając kolejno żywioły:
-
Ogień!
-
Woda!
-
Ziemia!
-
Wiatr! – krzyknęłam zadowolona bo jako jedyna miałam ten żywioł, słyszałam że
podobno jest mało spotykany więc cieszyłam się z tego że go posiadam. Podniosłam
triumfalnie pięść do góry po czym uśmiechnęłam się szeroko. Następnie sensei
zaczął odczytywać drużyny, ja nie należałam do żadnej ponieważ miałam
indywidualne, szybkie nauczanie by przechytrzyć mojego wroga. Po wyczytaniu
drużyn mogłam iść spokojnie z zajęć. Gdy wyszłam na zewnątrz, spojrzałam przed
siebie i zauważyłam tam blondyna który siedział na huśtawce. Podeszłam do niego
bliżej po czym spostrzegłam że śpi, postanowiłam coś z tym zrobić:
-
Naruto!!!! – krzyknęłam po czym niebieskooki aż podskoczył na drzewo chwytając
kunai w dłoń i poszukując źródła tego głośnego dźwięku rozglądał się wokoło. Po
chwili już wiedział kto był taki dowcipny.
-
Miyuu!! – odkrzyknął lądując naprzeciw mnie, lecz gniew szybko mu minął
ponieważ bardzo ale to bardzo chciał się dowiedzieć jaki posiadam żywioł
chakry. – A więc ?? Powiedz powiedz!
-
Mam żywioł wiatru. – powiedziałam zadowolona, uśmiechając się od ucha do ucha.
-
Moja dziewczynka dattebyo! – krzyknął przytulając mnie bez zastanowienia po
czym spoczęły na nas wszystkie oczy uczniów z akademii. A ja stałam jak wryta,
nie wiedząc co odpowiedzieć i uczynić.
sobota, 8 listopada 2014
czwartek, 6 listopada 2014
Inny a jednak ten sam świat cz. 2
Witam Was :P O ile ktoś jeszcze tu zagląda :) Postanowiłam że jednak opublikuje cały one shot z tej serii :) Mam zamiar jeszcze napisać nową notkę by jakoś rozweselić fanów NS po tych wrednych spoilerach itp itd... A więc zapraszam na kolejny rozdział :D
- Madara?!
- Nie wiem kto je utworzył… - powiedziałam biorąc na ręce Kurumę, który patrzył na moją zaniepokojoną twarz. Natomiast ja spojrzałam w oczy niebieskookiego i rzekłam – Muszę dowiedzieć się jak mam się stąd wydostać.
- Pomogę Ci, ja zawsze… - blondyn nie dokończył swojej wypowiedzi, ponieważ został przyprawiony o niezły ból. A sprawczynią tego wszystkiego była oczywiście różowowłosa kunoichi o lśniących zielonych oczach tak jak moje. Ubrana w czerwony t-shirt, szarą spódnicę oraz czarne legginsy.
- Naruto! – krzyknęła łapiąc Uzumakiego ponownie za ucho. – Już dawno miałeś być u Tsunade-sama!
- Ssakura-chann… - westchnął, po czym chwycił się za bolącą część ciała. – Boli!
- Sakura? Przepraszam to moja wina. – powiedziałam chcąc załagodzić sytuacje. Po czym podeszłam do nich i ułożyłam swoją dłoń na dłoni Haruno by dać jej znak aby nie zadawała już bólu blondynowi.- Nie jesteśmy stąd i chciałam zapytać Naruto jak mam wrócić do domu.
- Do jakiej wioski? – zapytała mierząc mnie wzrokiem, ponieważ brakowało jej jednej rzeczy w moim ubiorze.- Jesteś geninem?
- Nie jestem z Konohy ani z innej wioski z tego świata. – powiedziałam smutnym głosem, głaszcząc swojego kotka.
- Rozumiem… - powiedziała przykładając palec do podbródka, i intensywnie nad czymś zaczęła rozmyślać. – A tak w ogóle jak masz na imię?
- No właśnie ? – wtrącił się Naruto, stając obok Haruno.
- Jestem Miyuu. – powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha, po czym przedstawiłam futrzaka unosząc go do góry. – A to jest Kuruma.
- O jaki słodki ….. królikot? – zapytał Uzumaki podkładając palec pod pyszczek zwierzęcia, po czym został on dość mocno uszczypnięty. – Boli!!
- No to chodźmy do Tsunade, może ona coś nam o tym powie. – zaproponowała radośnie Haruno po czym zaczęliśmy podążać pod budynek Kage.
Mijaliśmy wiele budynków które pamiętałam z anime, jak na przykład Ichiraku Ramen, dom Sakury, a następnie dom Naruto. Także niektóre osoby były mi znajome, fajnie było się znaleźć w takim miejscu jak Konoha. Ale także tęskniłam już za domem, nie wiem ile czasu minęło i jak na moją nieobecność zareagują rodzice. Po chwili dotarliśmy pod wielki, zasłużony budynek. Był koloru czerwono-żółtego, ułożony przed wyrytymi w skale twarzami Hokage. A na środku budynku widniał znak ognia. Naruto otworzył wielkie skrzypiące wrota, po czym przepuścił nas w drzwiach a sam przeszedł za nami. Podążaliśmy schodami do góry aż dotarliśmy pod drzwi Hokage Wioski Ukrytej w liściach. Haruno uniosła dłoń po czym zakołatała trzy razy w drewniany materiał, po chwili usłyszeliśmy dość znane mi słowa:
- Wejść!
Po zezwoleniu na wejście, różowowłosa przekręciła klamkę w drzwiach po czym wtargnęliśmy do środka. Zrobiliśmy kilka kroków i zatrzymaliśmy się zaraz przed biurkiem Hokage, która patrzyła w naszą stronę a dokładnie moją. Pierwszy rozmowę zaczął blondyn:
- Baa-chan! Stało się coś?! – zapytał zakładając ręce za głowę, robiąc przy tym lekceważącą minę. Ani się nie obejrzałam a Naruto leżał już za oknem w kontenerze ze śmieciami. Szybko podbiegłam do okna sprawdzając czy nic się mu nie stało, a w tym samym momencie Sakura, trzymała Tsunade by nie zrobiła jeszcze jakiegoś głupstwa.
- A kim Ty w ogóle jesteś?! – krzyknęła do mnie, po czym przeszły mnie ciarki. Bałam się odwrócić za siebie, bo nie chciałam podzielić losu blondyna. Lecz zdobyłam się na odwagę, i stanęłam na baczność tak samo jak Kuruma na moim ramieniu.
- Jestem Miyuu, a to Kuruma! – krzyknęłam przestawiając siebie i zwierzę, nadal nie wykonując żadnego gwałtownego ruchu.
- Miyuu nie jest stąd. – powiedziała zielonooka, puszczając swoją blondwłosą mentorkę, która zasiadła w fotelu.
- Być może była przypadkową osobą którą wciągnęło Tsukuyomi. – dopowiedział blondyn który ponownie przybył do gabinetu Kage.
- Nie wiem czy to jest jakiś trop ale mam na sobie bransoletę, której nie da się zdjąć. – powiedziałam ukazując przedmiot spoczywający powyżej łokcia.
- Być może ten przedmiot będzie Ci potrzebny żeby wrócić do swojego świata. – stwierdziła blondynka przyglądając się obiektowi. Po czym oświadczyła – Póki nie będziesz mogła wrócić do swojego miejsca będziesz uczęszczać do akademii ninja.
- Że co!? Czemu?! – krzyknęłam nie wiedząc czemu mam uczyć się technik skoro jestem zwykłym człowiekiem nie posiadającym chakry. Chyba że teraz już mam takie moce.
- Ponieważ gdy nadejdzie ten czas, będziesz musiała się zmierzyć zapewne z przeciwnikiem. – odpowiedziała Tsunade, odwracając się na fotelu w stronę okna. – A teraz wyjdźcie!
Wyszliśmy szybko z pomieszczenia i ponownie znaleźliśmy się przed nim. W drodze na zewnątrz nie odezwałam się ani słowem, myślałam nad słowami Tsunade: „ Będziesz musiała zmierzyć się z przeciwnikiem”. Bałam się, pewnie że się bałam i to jak. Sama miałam się zmierzyć z przeciwnikiem nie znając go nawet dobrze. Tą ciszę która panowała przerwał blondyn stając naprzeciw mnie, i mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu zapytał:
- Czym się przejmujesz?
- Będę musiała walczyć przeciwko komuś. – szepnęłam wlepiając wzrok w dół. Czułam wielki niepokój, który narastał z każdą chwilą. Mało brakowało a rozpłakała bym się tam na środku placu. Spojrzałam na nich ponownie po czym ominęłam tą dwójkę i pobiegłam przed siebie a za mną podążał kot. Nie wiedziałam dokąd biegnę, mijałam wielu shinobi, dzieci wraz z rodzicami. Co chwilę obracałam się do tyłu patrząc czy ktoś za mną nie podąża. Po upływie 15 minut byłam wyczerpana, postanowiłam odpocząć więc weszłam do pobliskiego baru tego w którym podawali najlepszy w świecie ramen. Zasiadłam przy stoliku, i oparłam łokcie o blat stołu.
- Dzień Dobry panienko, podać coś? – zapytał sprzedawca, w białym fartuchu przyrządzając coś na ogniu.
- Poproszę jedno ramen. – odpowiedziałam od niechcenia, po czym zatopiłam głowę w swoich ramionach które spoczywały na blacie. Zamknęłam oczy i zaczęłam analizować całą tą sytuacje. Po chwili dostałam swoje danie, wyglądało przepysznie. Znajdowały się w nim różnego rodzaju mięsa, warzywa, i inne pyszności. Wzięłam pałeczki do rąk i zaczęłam pałaszować zupę, lecz usłyszałam za sobą bardzo dobrze znany mi głos który wchodził do Ichiraku. Był to oczywiście blondyn wraz z różowowłosą, widząc mnie od razu przysiedli się.
- Czemu tak popędziłaś dattebyo? – zapytał niebieskooki zamawiając przy tym 4 miski ramenu.
- Zapomniałam że tutaj nie mam domu. – stwierdziłam smutno, robiąc minę grymasu. – A po drugie wiem że w tej niby walce polegnę.
- Nie wolno się poddawać! – skarcił mnie Uzumaki, uderzając o blat stołu po czym popatrzył mi prostko w oczy.
- Zaczyna robić się późno… - zaalarmowała zielonooka, spoglądając na zewnątrz po czym wstała. Miała już iść ale rzuciła jeszcze parę słów na dowidzenia. – Nie przejmuj się Miyuu, dasz radę. A co do mieszkania, Naruto ma wolne łóżko, w końcu śpi sam .
- Że co?!
- Eeeee… - zaczęłam się jąkać, chyba byłam pod wpływem
wielkiego szoku bo zawsze gadałam jak najęta i nie zdarzało mi się nie wydobyć
dźwięku z siebie. Ale po chwili wydobyłam z siebie piskliwy, przenikliwy
dźwięk. – Naruto!
- Skąd wiesz jak mam na imię? – zapytał zdziwiony, robiąc
zaciekawioną minę.
- Wiesz… - zaczęłam nie wiedząc jak wytłumaczyć to zjawisko.
– Nie jestem stąd ale bardzo dobrze Cię znam.
- Nadal nie rozumiem. – powiedział drapiąc się za głową, jak
to miał w zwyczaju.
-
Ehhh. – westchnęłam i zaczęłam swoją wypowiedź, wiedząc że i tak blondyn nie
zrozumie ani słowa mojej wypowiedzi. – A więc Naruto, nie jestem stąd jak już
wspomniałam. Żyje w świecie rzeczywistym, realnym. Nie wiem jak tu się znalazłam
jedynie mogę się domyślić. Przed przybyciem tu, u mnie w okolicach pojawił się
czerwony księżyc – myślę że mogło to być Tsukuyomi.- Madara?!
- Nie wiem kto je utworzył… - powiedziałam biorąc na ręce Kurumę, który patrzył na moją zaniepokojoną twarz. Natomiast ja spojrzałam w oczy niebieskookiego i rzekłam – Muszę dowiedzieć się jak mam się stąd wydostać.
- Pomogę Ci, ja zawsze… - blondyn nie dokończył swojej wypowiedzi, ponieważ został przyprawiony o niezły ból. A sprawczynią tego wszystkiego była oczywiście różowowłosa kunoichi o lśniących zielonych oczach tak jak moje. Ubrana w czerwony t-shirt, szarą spódnicę oraz czarne legginsy.
- Naruto! – krzyknęła łapiąc Uzumakiego ponownie za ucho. – Już dawno miałeś być u Tsunade-sama!
- Ssakura-chann… - westchnął, po czym chwycił się za bolącą część ciała. – Boli!
- Sakura? Przepraszam to moja wina. – powiedziałam chcąc załagodzić sytuacje. Po czym podeszłam do nich i ułożyłam swoją dłoń na dłoni Haruno by dać jej znak aby nie zadawała już bólu blondynowi.- Nie jesteśmy stąd i chciałam zapytać Naruto jak mam wrócić do domu.
- Do jakiej wioski? – zapytała mierząc mnie wzrokiem, ponieważ brakowało jej jednej rzeczy w moim ubiorze.- Jesteś geninem?
- Nie jestem z Konohy ani z innej wioski z tego świata. – powiedziałam smutnym głosem, głaszcząc swojego kotka.
- Rozumiem… - powiedziała przykładając palec do podbródka, i intensywnie nad czymś zaczęła rozmyślać. – A tak w ogóle jak masz na imię?
- No właśnie ? – wtrącił się Naruto, stając obok Haruno.
- Jestem Miyuu. – powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha, po czym przedstawiłam futrzaka unosząc go do góry. – A to jest Kuruma.
- O jaki słodki ….. królikot? – zapytał Uzumaki podkładając palec pod pyszczek zwierzęcia, po czym został on dość mocno uszczypnięty. – Boli!!
- No to chodźmy do Tsunade, może ona coś nam o tym powie. – zaproponowała radośnie Haruno po czym zaczęliśmy podążać pod budynek Kage.
Mijaliśmy wiele budynków które pamiętałam z anime, jak na przykład Ichiraku Ramen, dom Sakury, a następnie dom Naruto. Także niektóre osoby były mi znajome, fajnie było się znaleźć w takim miejscu jak Konoha. Ale także tęskniłam już za domem, nie wiem ile czasu minęło i jak na moją nieobecność zareagują rodzice. Po chwili dotarliśmy pod wielki, zasłużony budynek. Był koloru czerwono-żółtego, ułożony przed wyrytymi w skale twarzami Hokage. A na środku budynku widniał znak ognia. Naruto otworzył wielkie skrzypiące wrota, po czym przepuścił nas w drzwiach a sam przeszedł za nami. Podążaliśmy schodami do góry aż dotarliśmy pod drzwi Hokage Wioski Ukrytej w liściach. Haruno uniosła dłoń po czym zakołatała trzy razy w drewniany materiał, po chwili usłyszeliśmy dość znane mi słowa:
- Wejść!
Po zezwoleniu na wejście, różowowłosa przekręciła klamkę w drzwiach po czym wtargnęliśmy do środka. Zrobiliśmy kilka kroków i zatrzymaliśmy się zaraz przed biurkiem Hokage, która patrzyła w naszą stronę a dokładnie moją. Pierwszy rozmowę zaczął blondyn:
- Baa-chan! Stało się coś?! – zapytał zakładając ręce za głowę, robiąc przy tym lekceważącą minę. Ani się nie obejrzałam a Naruto leżał już za oknem w kontenerze ze śmieciami. Szybko podbiegłam do okna sprawdzając czy nic się mu nie stało, a w tym samym momencie Sakura, trzymała Tsunade by nie zrobiła jeszcze jakiegoś głupstwa.
- A kim Ty w ogóle jesteś?! – krzyknęła do mnie, po czym przeszły mnie ciarki. Bałam się odwrócić za siebie, bo nie chciałam podzielić losu blondyna. Lecz zdobyłam się na odwagę, i stanęłam na baczność tak samo jak Kuruma na moim ramieniu.
- Jestem Miyuu, a to Kuruma! – krzyknęłam przestawiając siebie i zwierzę, nadal nie wykonując żadnego gwałtownego ruchu.
- Miyuu nie jest stąd. – powiedziała zielonooka, puszczając swoją blondwłosą mentorkę, która zasiadła w fotelu.
- Być może była przypadkową osobą którą wciągnęło Tsukuyomi. – dopowiedział blondyn który ponownie przybył do gabinetu Kage.
- Nie wiem czy to jest jakiś trop ale mam na sobie bransoletę, której nie da się zdjąć. – powiedziałam ukazując przedmiot spoczywający powyżej łokcia.
- Być może ten przedmiot będzie Ci potrzebny żeby wrócić do swojego świata. – stwierdziła blondynka przyglądając się obiektowi. Po czym oświadczyła – Póki nie będziesz mogła wrócić do swojego miejsca będziesz uczęszczać do akademii ninja.
- Że co!? Czemu?! – krzyknęłam nie wiedząc czemu mam uczyć się technik skoro jestem zwykłym człowiekiem nie posiadającym chakry. Chyba że teraz już mam takie moce.
- Ponieważ gdy nadejdzie ten czas, będziesz musiała się zmierzyć zapewne z przeciwnikiem. – odpowiedziała Tsunade, odwracając się na fotelu w stronę okna. – A teraz wyjdźcie!
Wyszliśmy szybko z pomieszczenia i ponownie znaleźliśmy się przed nim. W drodze na zewnątrz nie odezwałam się ani słowem, myślałam nad słowami Tsunade: „ Będziesz musiała zmierzyć się z przeciwnikiem”. Bałam się, pewnie że się bałam i to jak. Sama miałam się zmierzyć z przeciwnikiem nie znając go nawet dobrze. Tą ciszę która panowała przerwał blondyn stając naprzeciw mnie, i mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu zapytał:
- Czym się przejmujesz?
- Będę musiała walczyć przeciwko komuś. – szepnęłam wlepiając wzrok w dół. Czułam wielki niepokój, który narastał z każdą chwilą. Mało brakowało a rozpłakała bym się tam na środku placu. Spojrzałam na nich ponownie po czym ominęłam tą dwójkę i pobiegłam przed siebie a za mną podążał kot. Nie wiedziałam dokąd biegnę, mijałam wielu shinobi, dzieci wraz z rodzicami. Co chwilę obracałam się do tyłu patrząc czy ktoś za mną nie podąża. Po upływie 15 minut byłam wyczerpana, postanowiłam odpocząć więc weszłam do pobliskiego baru tego w którym podawali najlepszy w świecie ramen. Zasiadłam przy stoliku, i oparłam łokcie o blat stołu.
- Dzień Dobry panienko, podać coś? – zapytał sprzedawca, w białym fartuchu przyrządzając coś na ogniu.
- Poproszę jedno ramen. – odpowiedziałam od niechcenia, po czym zatopiłam głowę w swoich ramionach które spoczywały na blacie. Zamknęłam oczy i zaczęłam analizować całą tą sytuacje. Po chwili dostałam swoje danie, wyglądało przepysznie. Znajdowały się w nim różnego rodzaju mięsa, warzywa, i inne pyszności. Wzięłam pałeczki do rąk i zaczęłam pałaszować zupę, lecz usłyszałam za sobą bardzo dobrze znany mi głos który wchodził do Ichiraku. Był to oczywiście blondyn wraz z różowowłosą, widząc mnie od razu przysiedli się.
- Czemu tak popędziłaś dattebyo? – zapytał niebieskooki zamawiając przy tym 4 miski ramenu.
- Zapomniałam że tutaj nie mam domu. – stwierdziłam smutno, robiąc minę grymasu. – A po drugie wiem że w tej niby walce polegnę.
- Nie wolno się poddawać! – skarcił mnie Uzumaki, uderzając o blat stołu po czym popatrzył mi prostko w oczy.
- Zaczyna robić się późno… - zaalarmowała zielonooka, spoglądając na zewnątrz po czym wstała. Miała już iść ale rzuciła jeszcze parę słów na dowidzenia. – Nie przejmuj się Miyuu, dasz radę. A co do mieszkania, Naruto ma wolne łóżko, w końcu śpi sam .
- Że co?!
czwartek, 30 października 2014
Witam i zapraszam :)
Witam Was wszystkich :) Nie wiem czy wgl ktoś wchodzi jeszcze na tego bloga czy nie... Brakło mi niestety weny, bo jak widać, były wzloty i upadki NaruSaku. A teraz to już sama się pogubiłam , lecz nadal w nich bardzo wierzę! Nie mam pojęcia czy będę kontynuowała historię na tym blogu. Za co bardzo przepraszam... Ale za to właśnie dziś założyłam profil na facebooku : https://www.facebook.com/profile.php?id=100008435135701# Chciałabym aby wszyscy fani NaruSaku zjednoczyli się, i powymieniali swoje opinie, swoje żale itp. Wiem że manga już dobiega końca, no ale został jeszcze film który będzie w grudniu i mam nadzieje wyjaśni wszystko. No nic :) Do kiedyś tam moi mili :) Sayonara!
niedziela, 30 marca 2014
Inny a jednak ten sam świat :)
Witam Was po naprawdę długiej przerwie :) Wiem że jesteście pewnie na mnie źli że tyle nie pisałam ale jakoś najpierw nie miałam weny a później znowu czasu. Teraz też nie wracam na wieczność, ale żeby Was pocieszyć napisałam jednopartówkę ^^ Nie wiem czy będę kontynuować to opowiadanie bo już sama zapomniałam treść, ale co do tej jednopartówki doprowadzę ją do końca o to się nie bójcie :) Mam nadzieję że jeszcze ktoś zagląda na ten blog:) Zapraszam na notkę i proszę o komentarze :D Pozdrawiam Was kochani!
Był piękny gwieździsty wieczór, gorąca, złota kula która
dawała nam ciepła w dzień poszła już dawno spać. Zamiast niej na niebie pojawił
się ogromny srebrzysty księżyc, który lśnił swoim blaskiem, zaglądając do pokoi
wielu ludzi. W tym także do mojego małego pokoiku, który ułożony był naprzeciw
niewielkiego lasku. W pokoju nie znajdowało się wiele rzeczy, było tam stare,
drewniane łóżko, które z każdym moim ruchem wydawało przeraźliwe skrzypienie.
Na nim znajdowała się błękitna jak niebo w czasie wiosny, pościel a na niej
leżała puszysta, różowa owieczka którą nazwałam Kyuubi. Miała na szyi czarną
opaskę, z blaszanym prostokątem na której widniał dziwny znak. Znak który
oznaczał dla mnie wszystko, ponieważ był i jest dla mnie bardzo ważny. W pokoju
była także jasna hebanowa szafa, która skrywała wszystkie moje ubrania i nie
tylko, obok niej stało biurko. To na tym meblu zawsze był włączony srebrny
laptop, bez którego nie rozstawałam się ani na moment. Na podłodze rozłożony
był brązowy, miękki dywan. Nie był on zbyt duży ale wystarczał by nie zmarznąć
w nogi gdy podchodziłam do okna. W pokoju znajdowały się dwa zwierzątka, jedno
żyło w akwarium. Był to czarno-biały myszo skoczek imieniem Ringo, a na
posłaniu obok skrzypiącego mebla przebywał mój najukochańszy przyjaciel od
zawsze. Był to kot, miał wielkie żółte oczy, barwne kolory sierści oraz długi
pręgowany ogon. Rozumieliśmy się bez słów, można to było nazwać telepatią. Wraz
ze mną oglądał moje ulubione anime- Naruto Shippuden. Zmieniło ono moje życie,
na dobre. Jako małe dziecko miałam podobnie jak on z dwoma wyjątkami: nie
miałam demona i miałam rodziców. Wszyscy patrzyli na mnie jakbym była jakaś
przeklęta, jakbym nosiła jakąś zaraze, chorobę zakaźną. Wtedy tego jeszcze nie
rozumiałam, myślałam że tak ma być. Lecz wraz z wiekiem, zaczęłam rozumieć że nie
tak to miało być. Samotność doskwierała coraz bardziej, nie mieć przyjaciół,
znajomych, być zauważalną tylko dlatego żeby dać odpisać zadanie. Gdy wracałam
do domu, kładłam się na łóżko po czym wylewał się ze mnie potok łez. Mój kot-
Kuruma, przychodził do mnie, kładł się na brzuchu. Po czym układał swoje łapy w
miejsce mojego serca i czekał aż się uspokoję. Były to dla mnie ciężkie chwilę,
ale zaczęłam oglądać Naruto było coraz to lepiej zdobyłam dwie przyjaciółki,
otwarłam się na świat, oraz powiedziałam sobie że nigdy ale to nigdy nie będę
już płakać. I tak jest aż do dzisiaj, nie ma dnia bez śmiechu. A poza tym mam
na imię Miyuu, posiadaczka lśniących, dużych zielonych oczu, oraz
jasno-ciemnych włosów do ramion.
Dochodziła godzina 20, ogromny księżyc był prawie nad
ziemią, niemalże stykał się z podłożem. Rozświetlał mrok, ludziom którzy
spieszyli na noc do pracy. Szczerze współczułam tym ludziom, ponieważ ja na
pewno zasnęła bym na stanowisku pracy. Leżałam w tej chwili na łóżku, przykryta
kocem razem z Kurumą, patrzyłam w sufit, rozmyślając o różnych rzeczach. Nagle z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk
otwieranych drzwi. Gdy uchyliły się nieco więcej ujrzałam w nich mamę, była
lekko puszystą osobą, ale bardzo miłą. Kochałam ją jak i tatę z całego serca, podniosłam
się do pozycji siedzącej i spoglądnęłam na nią przecierając oczy ponieważ
zapaliła światło.
- Czemu Ty jeszcze nie śpisz Miyuu? – zapytała podchodząc do
okna.
- Rozmyślam. – odpowiedziałam krótko, z powrotem kładąc się
na łóżko.
- Wpuszczę Ci trochę świeżego powietrza. – powiedziała
uśmiechając się po czym uchyliła okno. Po tej czynności podeszła do mnie i
rozczochrała mi włosy, tak samo poczyniła z Kurumą. – Nie myśl tyle bo masz
mały móżdżek.
- Haha dzięki. – odpowiedziałam chichocząc i poprawiając
fryzurę. Uwielbiałam te jej uszczypliwe żarty, zawsze dawały mi impuls do
śmiechu. Śledziłam ją wzrokiem aż zamknęła za sobą drewniane drzwi, po czym
wróciłam do wcześniejszej czynności.
- Co by było gdybym żyła w świecie Naruto? – zadałam to
pytanie sama sobie, po czym przekręciłam głowę na bok by móc spojrzeć na
znajdujący się na ścianie plakat z wizerunkiem głównego bohatera wraz z jego
partnerką z drużyny. Uwielbiam ten paring, w moim życiu miłosnym same porażki
więc mam nadzieję że chociaż im uda się razem coś osiągnąć. Nie przejmuje się
tym że nie mam nikogo bliskiego przy sobie, ja wiem że kiedyś Bóg postawi kogoś
na mojej drodze i będę z tym kimś szczęśliwa. Nagle w pokoju zrobiło się
czerwono, rozglądnęłam się wokoło lecz nie znalazłam źródła tego światła
dopiero gdy spojrzałam na okno zobaczyłam to nieprawdopodobne zjawisko. Księżyc
który przed chwilą był ogromną srebrzystą kulą, teraz stał się czerwonym
wielkim punktem na niebie. Podeszłam do okna, nawet nie ubierając kapci po czym
oparłam łokcie na parapecie i spoglądałam na księżyc w poszukiwaniu
jakiegokolwiek zjawiska które wyjaśniało by kolor świecącego obiektu. Po chwili
na parapet wskoczył także Kuruma, który zaczął rozpaczliwie drapać po szybie
wydając przy tym przeraźliwe dźwięki.
- Kuruma co się dzieje? – zapytałam głaszcząc kota, który
nadal intensywnie drapał.
Po upływie paru minut postanowiłam że otworzę okno, jednym
zamaszystym ruchem przekręciłam klamkę która odblokowała jedną z kwater starego
okna. Kuruma momentalnie przestał drapać, spoglądnął na księżyc po czym
wyskoczył z okna na podłoże i pobiegł przed siebie. Byłam zdezorientowana i
zmartwiona ponieważ on nigdy nie wychodził nigdzie beze mnie, był jak taki mały
pies który zawsze zostaje przy swoim właścicielu. Chcąc za nim pobiec, ubrałam
buty, chwyciłam pierwszą lepszą bluzę z szafy, ubrałam ją na siebie po czym
wyskoczyłam z okna. Biegłam za nim co tchu, cały czas miałam na oku jego
czerwoną obroże która rzucała mi się w oczy.
- Kuruma zatrzymaj się! – krzyczałam za nim ale na darmo,
ponieważ zachowywał się jakby był zahipnotyzowany. Po upływie parunastu minut,
dotarliśmy na miejsce. To szczególne okolice, to właśnie tam biegł mój kot. Pod
ten straszny czerwony księżyc. Zatrzymałam się nieopodal niego, po czym
wytężyłam bardziej wzrok. Zauważyłam że nie był tam sam, było tam także stado
kotów które wpatrywały się w blask ogromnej kuli. Przestraszyłam się nieco tego
zjawiska, z bliska wyglądało to jeszcze gorzej. Nagle księżyc zaczął pękać,
czerwona powłoka miała już na sobie wiele rys. Bojąc się o swojego małego
przyjaciela, podbiegłam do niego po czym przytuliłam go mocno do siebie i
skierowałam wzrok na kulę która rozbłysła niesamowicie lśniącym światłem. Ten
blask pochłonął mnie i Kurumę, nie wiedziałam co się ze mną dzieję, na moment
jakbym straciła świadomość.
Chwilę później czułam że siedzę na ziemi, miałam nadal
zamknięte oczy, ponieważ ten blask oślepił mnie na tyle by nie móc zobaczyć nic
przez dłuższy czas. Lecz gdy już moje tęczówki przyzwyczaiły się do światła dziennego,
przeżyły szok. Przyglądałam się sobie uważnie niedowierzając jak i co się
stało. Także Kuruma był inny, nie taki jak zawsze.
- Że co?! – krzyknęłam do siebie po czym rozglądnęłam się
dookoła, a po chwili usłyszał mnie cały świat. – Jestem postacią z anime!
Miałam na
sobie białą bluzkę na ramiączkach, oraz jasnoniebieskie spodnie do kostek. Poza
moim wyglądem zewnętrznym nic się nie zmieniło, lecz było coś jeszcze co bardzo
mnie zdziwiło. Była to złota bransoleta, którą miałam założoną powyżej łokcia
na ramieniu. Chciałam ją zdjąć ale nie dało się, była jakby przyklejona na
kleju, więc dałam sobie spokój. Następnie spojrzałam na Kurumę, nie był już
zwykłym kotem, przypominał on królika o długich, wielkich uszach, koloru
białego oraz puszystym pokaźnym ogonie.
Spojrzałam na niego a on na mnie po czym usłyszałam w umyśle
pewne słowa:
- Gdzie my jesteśmy?
- Kto tam? –
zapytałam rozglądając się po okolicy, lecz nie znalazłam nikogo w pobliżu.
- Tutaj!
- Hę? Gdzie?! - krzyknęłam po czym poczułam ugryzienie w
kostkę, za którą automatycznie się złapałam. To właśnie na niej znalazłam
źródło dźwięku. – Kuruma?! Czy Ty gadasz do mnie w myślach?!
- Tak! – odpowiedział po czym puścił moją
kostkę i stanął naprzeciw mnie.
- To wszystko Twoja wina że się tu znaleźliśmy! –
powiedziałam pokazując na niego palcem, prawie że dotykając jego czubka
nosa robiąc przy tym groźną,
naburmuszoną minę.
- A wcale że nie
moja! – krzyknął pokazując swoje pokaźne, białe kły.
- A kto niby
wybiegł przez okno co?! - krzyknęłam
wściekła po czym gwałtownie wstałam. Zrobiłam dwa może trzy kroki, po czym
zderzyłam się z jakąś postacią i ponownie wylądowałam na ziemi tłukąc sobie
przy tym cztery litery. Masując obolałe miejsce, spojrzałam na postać która
przyprawiła mi tyle bólu. Była to osoba którą bardzo dobrze znałam, blond włosy
które rozchodziły się w każdą stronę tworzyły niepowtarzalną fryzurę, te
nieskazitelne błękitne oczy które patrzyły na mnie zdziwionym wzrokiem. Postać
ubrana była w pomarańczowo-czarny dres, a na jej czole znajdowała się opaska,
taka sama jaką miała moja owieczka w domu. Po chwili chłopięcy głos odezwał się
do mnie:
- Nic Ci się nie stało ? – zapytał wyciągając przed siebie
dłoń by pomóc mi wstać, oczywiście chwyciłam ją momentalnie nie odrywając oczu
od postaci.
środa, 29 stycznia 2014
Po przerwie...
Witam Was wszystkich przepraszam za tak długą nieobecność ale będzie ona chyba jeszcze dłuższa... Niestety nie mam weny na dalsze pisanie, mam nadzieję że wróci za niedługo ponieważ bardzo chciałabym Wam coś napisać , jakąś notkę czy coś :) Przepraszam Was jeszcze raz strasznie, kto wie może w wakacje pojawi się tutaj coś ciekawego :P Jak na razie zapraszam na mój fanpage na facebooku poświęcony parze NaruSaku tam też będę powiadamiać o swoich notkach ^^ Pozdrawiam wszystkich moich kochanych czytelników!
https://www.facebook.com/pages/Narusaku/1459904467566458?ref=ts&fref=ts
https://www.facebook.com/pages/Narusaku/1459904467566458?ref=ts&fref=ts
Subskrybuj:
Posty (Atom)
